nawigacja
Logo BIP
kartki
Agencja Rozwoju Mazowsza
Muzem Mazowsza Zachodniego Serwis Dziennika Ustaw Serwis Monitora Polskiego Więcej informacji Więcej informacji Więcej informacji Więcej informacji Gesipussa Żyroskop - wyższa jakość informacji Udział Stanisława Papczyńskiego w ocaleniu Polski i chrześcijańskiej Europy Więcej informacji

EDWARD WRÓBEL

Urodzony w roku 1934 w Puszczy Mariańskiej. Niejednokrotnie doświadczony przez los (m. in. lata wojny). Jako młodzieniec borykał się z niemałymi problemami. Od młodych lat zaczął tworzyć wiersze o tematyce religijnej i patriotycznej. Poeta wykazuje także duże poczucie humoru w niektórych pracach np. "Do słowika", "Do miłości" i inne. Edward Wróbel zmarł w 2007 r.

Poniżej przedstawiamy wybrane prace poety:


Zwiastowanie Anielskie

W mieścinie nędznej, że Natael pytał,
Czy z Nazaretu coś dobre wyjść może?
Do Maryi dzieweczki Gabryjel zawitał
Plany przynosząc jej Boże.
Że w Izraelu Mesjasz się narodzi,
Najprostszy z prostych przecież o tym wiedział;
Się zatrwożyła, że do Niej przychodzi,
Zdrowaś Maryjo - powiedział.
Właśnie pacierze poranne skończyła,
Więc pyta jaka jest przyjścia przyczyna,
Odpowiedź - pora czasów się spełniła.
Maryjo, Ty porodzisz Syna.
Dziewczę młode waha się, rumieni.
Ja męża nie znam, więc jakoż to będzie?
Duch Święty, Gabryjel mówi, Cię zacieni,
Syn Twój tron królów posiądzie.
Też Najwyższego Synem będzie zwany,
Na tronie będzie królował na wieki,
Twej krewnej Elżbiecie również kres dany,
Rozwiąże w czas niedaleki.
Bogu rzecz żadna nie jest niemożebną ,
Jezus, powiedział, dasz imię Synowi.
Dziewczę więc pozę przyjęło służebną ,
Niech będzie, jak rzeczesz, mówi.
Nisko ku piersi pochyla swe lica,
Nisko ku ziemi pochyla się głowa,
Oto ja jestem Pańska Służebnica,
Do spełnień Jego, gotowa.
I odszedł anioł, wtedy pobieżała
Radości pełna i pełna nadziei,
W dom Zachariasza, gdzie ciotka mieszkała,
W twardej, górzystej Judei.
Elżbieta dziewczę gdy tylko ujrzała,
Z pozdrowieniem we drzwiach stojące skromnie,
Natchniona, głosem wielkim zawołała
- Jakoż, Ty przychodzisz do mnie?
Oto dziecina we mnie podskoczyła
Na dźwięk głosu matki Pana mego,
Błogosławiona, która uwierzyła,
Ty jesteś różdżką Jessego.
Wtedy pierś Maryi radością wezbrana,
Buchnęła pieśnią wielkiego wesela,
Duch mój radości pełen wielbi Pana
Jahwe, Boga Izraela.
On tego zetrze, który Mu ubliżył,
Nad Jeruzalem ma oczy opieki,
Pokorne wywyższył, dumne poniżył,
A ramię Jego na wieki.
Ci co się Go boją niebo posiądą,
Na mnie to wejrzał, na Jakuba plemię,
Po wszystkie czasy chwalić więc mnie będą
Narody po wszystkie ziemie.



Eminencja

Było to święto, dzień był niedzielny,
W innym to mieście, nie sądźcie w Warszawie,
Wsiadłszy w limuzynę dygnitarz kościelny,
Kierowcy się powieźć przyzwolił łaskawie.
A jaka godność z postaci i z miny...
-Ni uśmiech najmniejszy zaigrał na twarzy.
Znać to kandydat pierwszy do ołtarzy;
Dostojność jaka biła z limuzyny.
Nie był to bowiem pojazd lada jaki
A szos krążownik, powóz zagraniczny,
Model najnowszy, wykwintny i śliczny.
Wnętrzne jadącego miał tuszować braki.

Matka Teresa - któż to nie pamięta
-Drobna, skromniutka a wewnętrznie święta.
Widziałem kiedyś, kiedy w Polsce była,
Z siostrzyczkami zwykłym, dostawczym jeździła.

Wielkość wewnętrzna nie cierpi splendoru,
Brawury jakiejś, ni błysku czy krzyku.
Oto dwie postacie dla Twego wyboru
Stawiłem Ci przed oczy Luby Czytelniku.



Non omnis moriar

Prawie nad grobem swym własnym stanąłem,
Jednak od śmierci, zagłady daleki.
Jak czarnoksiężnik by jaki zamknąłem,
Myśl swoją w strofę na lata, na wieki.
Nie ujdzie Ci z ręki, jak ptak nie uciecze,
Rys serca mego zachowa i duszy,
Dzisiejszy, przyszły żyjący człowiecze,
I jako żywo do głębi Cię wzruszy.
Ciało strukturę, kształt rychło utraci,
Proch będzie przechodził metamorfozy,
Krzaki go wchłoną i cmentarne brzozy
-Myśl w niezniszczalnej trwać będzie postaci.
Mąż boleści

On dwa razy się rozrzewnił
Lecz nad sobą nigdy z żalem.
Nad Łazarzem przyjacielem
Gdy od grobu go ratował,
Że aż Żydzi zawołali
" O wej, aleć go miłował".
Drugi raz nad Jeruzalem,
Chcąc przeszkodzić przeznaczeniu
Przeciw morzu krwi, posoki,
Tak, że kamień na kamieniu,
Bo morduje swe proroki.
Gdy koronę ma na głowie
Idzie z krzyżem na tortury
"O jeruzalemskie córy
Płaczcie to nad sobą" - powie.
I podaną przez żołnierza
Mirrę z winem co uśmierza
Też oddali a skinieniem.
Chcę na trzeźwo z swym cierpieniem.
"Ojcze jam Cię tak miłował
Duszą, w każdym ciała calu."
Myślał będzie, gdy na palu
Żołdak rzymski Go krzyżował.
Gdy spod cierni, z ran się toczy
Krew, na chwilę to otworzył
Mgłą już na wpół zaszłe oczy.
Oto widzi w dole leży
Jeruzalem niecne miasto,
Tutaj Matka zapłakana,
Tu Salome łamie ręce,
Magdalena, stoi uczeń,
Który głowę był położył
Mu na piersi przy wieczerzy.
"Oto Syn Twój!" - rzekł Niewiasto.
"Oto Matka!" - rzekł do Jana.
W takiej chwili, w takiej męce
Ani jęku, ani skargi
Tylko ciche, nieme wargi?
O prześwięta cecho Boska!
Tylko to o Matkę troska?

Testamentu tak dokonał
-Duch jest ważny, cóż tam ciało
"Oto się już dokonało.
Ojcze!" - powiedziawszy, skonał.

Oto słońce się zaciemnia,
Rwie zasłona, trzęsie ziemia,
Wszystkich lęka to i trwoży;
Setnik rzymskiej rzekł kohorty:
"O zaiste, to Mąż Boży."



Matka

Interesujące, to zastanawia,
Już po raz który to nie wiem kolejny,
Z pamięci wyłania mi się postać matczyna,
Jak dawniej patrzy z miłością na syna,
Tylko piękniejsza, jak w obrazie olejnym
Czas rysy jej upiększa, czym dalej za grobem
I jakim to nie wiem, jakim to sposobem,
Do serca mi coraz dobitniej przemawia.



Walka

Dusza z ludzkim ciałem toczą mocowania,
Jakby zapaśnicy tak biorą się w poły,
Duch w niebo, ciało ku ziemi się skłania,
I walczą, jak światła i ciemni anioły.
Już dusza ciało od ziemi odrywa,
Będą szybować, są na wyniosłości,
Przychodzą ciału w sukurs namiętności,
Wszystko opada, duch walkę przegrywa.
O tonie spokojne! O wspaniałe zorze!
- Tymczasem Burz Przylądek - po nim dzisiaj błądzę,
O krwi wzburzona! - trudniej twoje żądze
Uciszyć, niźli Tyberjadzkie Morze.



Królowa Matka

Czy to nad Polską łaskawy wzrok Pana,
Jak życiodajny promień słońca błyśnie,
Czy z chmurnym czołem rózga kar zawiśnie,
Do Matki biegnie dziatwa zadyszana.
Czy blask zwycięskiej chwały kraj ozłoci,
Czy klęska dotknie głodu, moru wojny,
Czy Pan posypie z gniewu, czy z dobroci,
Do Matki biegnie naród bogobojny.
Do Jasnogórskiej wszyscy pędzą Pani,
Za Jej pośrednictwem oddać to cześć swoją
Panu Wszechświata, łzy wdzięczności w dani
Ponieść, to trwogę - "Pod obronę Twoją".
Bo któż to więcej niźli Ona może,
Ponad Serafy która wyniesiona,
Ponad Cheruby na niebiańskim dworze,
Której Matczyne niańczyły ramiona
Syna Bożego - wszak Pan co wszystko stworzył,
Wszechinteligencja, Światło Wiekuiste,
Nią zachwycony w łono Jej przeczyste
Jednorodzone dziecię swoje złożył.

Zawsze, szczególnie w okowach łańcucha,
Lud dążył tutaj spod swej kurnej strzechy,
By w Jej świątyni krzepić, wzmacniać ducha,
Pić słodkie zdroje swojej pociechy.
Tutaj zasięgnął zawsze dobrej rady,
Kędy tryskało słowo zacne, żywe,
Odżywcze jak woda, słowo prawdziwe,
A z świątobliwych ojców brał przykłady.



Podobieństwo

Niegdyś na górze Olimp się mieściły
Siedziby bogów, bogów pomieszkania.
Losy ludzkie bogom obce nie były,
Zesłali więc z niebios ogień, dla ogrzania.
Docenił człowiek to, co dostał w darze,
Bogom wspaniałe świątynie wystawił,
A święty ogień wyniósł na ołtarze,
Przy nim służebne kapłanki postawił.
I jedne drugim zdawały w ramiona
Pieczę nad ogniem w całe pokolenia
I iskra boska co raz zapalona,
Nie utraciła już nigdy płomienia.
Piękna myśl grecka Polakom jest bliska.
Polskości ogień przez Mieszka zapalony,
Został do domostw polskich przeniesiony,
A Matka Polka czuwa u ogniska.
I ledwie dziecię, co ją Bóg obdarzył,
Zakwili cicho i otworzy ślepia,
A wnet mu ogień Polskości przeszczepia,
Podsyca historią, by się bardziej żarzył.
A jak to czyni, jak go podsyca,
Oto jest właśnie wielka tajemnica.
Z tej samej iskry syn wyrośnie mężem,
I służyć będzie Ojczyźnie orężem,
W kapłankę matkę wyrośnie dziewica.
I choć jak w Sparcie nie podaje tarczy
I serce matczyne o syna drżeć każe,
To w wielkiej chwili, by dać na ołtarze
Swe dziecię Polsce, przecież sił jej starczy.

I czyż dziw Polsko, żeś nie ujarzmiona?
- Chociaż przez wieki trapiona wrogami,
Gdy córy karmisz takimi piersiami,
Synów Twych takie piastują ramiona.



O Mądrości Bożej

Otom ja - Mądrość, Pan miał mnie u siebie
U dróg początku, przed czasy wszystkimi,
Nim jeszcze światłość zapalił na niebie,
Zanim założył fundamenty ziemi.
Otom ja Mądrość Boża, przewspaniała,
I gdy wynosił górskie wysoczyzny,
Gdy rozpościerał równinne płaszczyzny,
Byłam ja przy Nim, jam to przy nim stała.
Gdy kreślił okręgi, tworzył obłoki,
Dźwigał Everest wielki, niebotyczny,
Jam to przed Panem kierowała kroki,
Pisałam mądry wzór matematyczny.
I kiedy morskie rozlewał zwierciadła
Jam podwaliny pod to wszystko kładła.

Oto jak gdyby kramarz na ulicy
Wołam ja do Was - o Ludzcy Synowie!
Tchu pełnymi przyzywam was piersiami.
- Was ukochałam, a miejcie mnie w głowie!
Oto podwoje otwarłam przed Wami,
Przyjcie, a bierzcie to z mojej skarbnicy.
- A garścią pełną, a dwiema rękami.

 
 
Odwiedziło nas już 40128335 osób.